09 października 2014

W ostatnich miesiącach przyszło mi zmierzyć się z wrogiem, który dzień po dniu bezlitośnie odbierał mi córkę. Do samego końca niezłomnie żyłam nadzieją na jej powrót do zdrowia i ocalenie mojej Anki. Dziś nie ma już wśród nas tej żywiołowej trzpiotki tryskającej energią i zarażającej uśmiechem wszystkich wokół. Dziś mym sercem targają uczucia dla większości z Was niewyobrażalne i niezrozumiałe. Nie istnieją ludzkie słowa, które są w stanie wiernie oddać to, co przeżywa matka, której przychodzi pogrzebać własne dziecko. Na ten ból i na to cierpienia nawet czas nie jest lekarstwem.

Tocząc trudny i nierówny bój z chorobą, Ania nie była osamotniona. Liczne grono osób w ferworze ich własnego życia poświęciło jego kawałek mojej córeczce, okazując jej wiele ciepła, serca i życzliwości. Dług wdzięczności, jaki mam wobec tych osób, jest niemożliwy do spłacenia, lecz nie mogłabym sobie darować, gdybym w tym dniu nie wspomniała o ich zasługach.

Na początek chciałabym złożyć podziękowania za pamięć przedstawicielom władz lokalnych oraz władz centralnych, a także tym, którzy w tym bolesnym czasie dodawali otuchy poprzez ogrom telefonów, smsów, czy emaili. Dziękuję lekarzom, pielęgniarkom Beacie i Elżbiecie, i wszystkim tym, którzy swą fachową wiedzą i działaniem uczynili ostatnie dni i miesiące Ani łatwiejszymi do przetrwania. Dziękuję sąsiadom i znajomym, którzy ofiarowali swą pomoc. Specjalne wyrazy szacunku, uznania i wdzięczności składam Jolancie Pieńkowskiej i Leszkowi Czarneckiemu, za to, że w krytycznych momentach wierzyli w możliwość wyleczenia Ani i tę wiarę przekuwali w realne działanie. Dziękuję księdzu kanonikowi Bernardowi Zielińskiemu, który podjął się trudnego zadania duchowego przygotowania Ani do życia wiecznego, a który dziś modli się w jej intencji w sanktuarium fatimskim. Księdzu Jędrzejowi Orłowskiemu z serca dziękuję za jego posługę kapłańską. Dziękuję przedsiębiorstwom, które tak jak Garnier, dowiodły, że współpraca w biznesie ma nie tylko wymiar finansowy, lecz także pozostawia miejsce na bezinteresowne, prawdziwe i szczere uczucia. Dziękuję tym, którzy dziś, zamiast przynosić kwiaty, choć symboliczną złotówką złożoną do puszki w ofierze na hospicjum dziecięce, wsparli szczytny cel, który za życia czynnie wspierała Ania.

Gorące słowa podziękowania kieruję do Radosława Piwowarskiego, który uchylił Ani bram kariery aktorskiej, stając się jej mentorem, przyjacielem i ojcem. Bezkreśnie wdzięczna jestem Kasi Figurze za jej nieocenioną pomoc i pocieszenie w trudnych chwilach oraz mojej siostrze Eli, za to że zawsze mogę na nią liczyć. Za zaangażowanie, wkładany trud i pomoc dziękuję Ani Białek oraz oddanej managerce, a zarazem przyjaciółce, Małgosi Rudowskiej. Memu mężowi Benedyktowi dziękuję za to, że jest mi oazą spokoju i w tym tragicznym czasie niewzruszenie przy mnie stoi, dając mi tak potrzebne oparcie. Córce Agnieszce i zięciowi Grzesiowi dziękuję, że wobec choroby Ani dowiedli swojego oddania rodzinie. Jednakże największe podziękowania kieruje do Jarka, który przez 13 ostatnich lat był z Anią w zdrowiu i w chorobie, w szczęściu i nieszczęściu, kochał ją i szanował, dzielił smutki i radości i towarzyszył jej aż do samego końca. Zdał on tym samym najtrudniejszy egzamin w życiu, dzięki czemu wiem, że był godny mojej córki.

Zdaje sobie sprawę z tego, że nie jestem w stanie wymienić wszystkich tych, którzy w obliczu próby okazali się być prawdziwymi przyjaciółmi, lecz zachowam ich w swym sercu i pamięci, licząc, że kiedyś będę mogła tą przyjaźń odwzajemnić.

Dałam Ci Aniu dar życia, lecz niespodzianie zabrał go los. Byłaś silna i waleczna, lecz tej walki nie mogliśmy wygrać. Razem z sobą zabierasz cząstkę każdego z nas, w zamian zostawiając ogromną wyrwę w naszych sercach. Otaczaj nas opieką i wyczekuj ponownego spotkania w wieczności. Spoczywaj w pokoju...

Krystyna Przybylska